stylizowana sesja rodzinna, sesja retro, styl retro, inspiracje retro, sesja rodzinna w PUBie, Foto Baśnie, fotograf Gdańsk, najlepszy. fotograf rodzinny w Trójmieście

W oparach whisky i dymu kubańskiego cygara

...czyli przepis na wyjątkową sesję rodzinną.

Kasia zadzwoniła do nas z prośbą o ustalenie terminu sesji rodzinnej. Był odległy, ponieważ ostatnio tworzymy wyłącznie rozbudowane sesje, które wymagają całodniowych zabiegów. Jeśli nie zdjęć, to makijażu, przygotowań, wyjazdów w określone miejsca. Zatem wchodził w rachubę wyłącznie termin weekendowy. Jak każdego Klienta, poprosiłam Kasię o zdjęcia wszystkich osób biorących udział w sesji oraz wymarzoną tematykę. Pokazała mi w odpowiedzi ścianę u swoich rodziców, na której widnieją fotografie jej antenatów sprzed lat. Sesja rodzinna w takim stylu (początek XX wieku) była życzeniem naszej Klientki.

Wizja

Zaczęliśmy przeszukiwać internet w poszukiwaniu inspiracji pasujących wizerunkowo do naszych Modeli. Andrzej pierwszy dopasował Rafała, męża Kasi, do najbardziej znanego nazwiska z lat 30tych XX wieku.

Wizja tradycyjnej, polskiej rodziny w klimacie okresu prohibicji sprawiła, że nie mogliśmy doczekać się tej sesji. Zaczęliśmy zatem organizować wszystko. Od makijażu, poprzez ustalenie stylizacji, aż po poszukiwanie miejsca, które idealnie oddawałoby klimat planowanych zdjęć.

Przygotowania

Jowita Majka, młodziutka, choć bardzo utalentowana makijażystka została poproszona o makijaż kabaretowy lat 20-30 dla Kasi. I odtworzyła pięknie smokey-eye Maksymiliana Faktorowicza (dziś znanego na całym świecie pod pseudonimem Max Factor). Dla obu pań (Kasi i Tosi) przygotowaliśmy stylizacje składające się z gorsetów i obszernych spódnic (spódnice autorstwa Krok Designer i Emerald Queen Art.). Rafał ubrał i wystylizował się sam.

Realizacja

Większość zdjęć zrobiliśmy w Elewator no 19 na ulicy Spichrzowej, gdzie uprzejma obsługa podkręciła atmosferę płytą Franka Sinatry w tle. Pracowało się nam sprawnie i niezwykle przyjemnie. W atmosferze świetnej zabawy i przygody. W drodze do auta nasi modele dosłownie wskoczyli na siedzenia czerwonego pojazdu Sightseeing Gdańsk pana Konrada. Pod koniec zajechaliśmy całą ekipą do Stoczni Cesarskiej. Tam na tle tłoków starej kuźni i pod obstrzałem zaciekawionych gołębi zakończyliśmy nasz niezwykły plan zdjęciowy.

W podsumowaniu kilka rad dla naszych przyszłych Klientów.

  1. Najbardziej szalona sesja jest do zrealizowania.
  2. Nawet jeśli leje, w czasie zdjęć BĘDZIE DOBRA pogoda.
  3. Jeśli Ty nie potrafisz przekonać swojego nastolatka do zdjęć – pozwól nam działać.
  4. Tworzymy rzeczy niezwykłe z niczego.
  5. Pozwól sobie chociaż raz w dorosłym życiu na totalny luz.
  6. Oddaj się w nasze ręce. Zaufaj nam i naszemu doświadczeniu.

Efekty widać gołym okiem. My nie robimy zdjęć. My je tworzymy.


wakacje na ~Krecie, sesja ślubna na Santorini, sesja fotograficzna na Karaibach, najlepsza sesja ślubna, wakacje na Santorini, sesja na Santorini, sesja ślubna pod palmami

Pracowite wakacje Sylwii i Andrzeja - Foto Baśni

Pomysł

Miejsce naszych tegorocznych wakacji było pomysłem jednej z naszych Par Młodych. Perspektywa sesji na Krecie i Santorini była po prostu nie do odrzucenia. Sprawę odrobinę utrudniał reżim sanitarny i notoryczne zmiany planów rządów co do tego gdzie i w jaki sposób można wyjechać i być wpuszczonym bez kwarantanny. Na szczęście Grecja w tym roku była dość bezpiecznym kierunkiem.

Niedziela

Dokumentów było do wypełnienia masa – głównie ze względu na Covid. Kody lokalizacyjne, oświadczenia zdrowotne. Na lotnisku Chopina (niestety nie było lotu z Gdańska) założyliśmy maseczki, by ściągnąć je w samolocie podczas niespodziewanego poczęstunku. W ogóle linie Aegean Airlines zaskoczyły nas bardzo komfortem lotu, czystością i obsługą w ogóle. Odprawa na lotnisku w Heraklionie, stolicy Krety, była równie sprawna. I o 22:00 czasu lokalnego (+ 1 godzina do przodu w stosunku do czasu polskiego) autokary rozwiozły nas do hoteli.

Do St.Constantin w Kato Gouves dotarliśmy przed 23:00. Endorfiny i ekscytacja dosłownie wypchnęły nas na spacer po nadmorskiej promenadzie. Szum fal rozbijanych o nabrzeżne skały pozwolił wyciszyć się trochę po intensywnym dniu.

Poniedziałek

Z samego rana, bo już o wschodzie słońca zrobiliśmy szybki obchód okolicy hotelu. Zachwyciły nas światła i kolory. Widok przed oknami hotelu i cudowna obsługa. Wspaniali, gościnni ludzie, uśmiechnięci i serdeczni. A zdjęcia ze strony hotelowej w niczym nie odbiegały od tego, co widzieliśmy na żywo.

Z naszymi Klientami – Joasią i Grzegorzem umówiliśmy się w południe. Jeszcze przed ich wylotem na Kretę, umówiliśmy się, że załatwią wszystkie organizacyjne sprawy i bilety na Santorini. Tak, by wszystko było gotowe jak przyjedziemy. Na spotkaniu ustaliliśmy, że wyruszamy na dwa dni, tak, żeby obejrzeć najsłynniejszy zachód słońca Europy na Cykladach, a rano zrobić sesję Państwa Młodych w Oja.

Wtorek

We wtorek wyruszyliśmy promem na wyspę Thiera (Santorini). W planach wycieczki zorganizowanej były 2,5h przeprawy promem, 1,5h pobyt w Oja oraz w zależności od opcji 0,5 lub 2h w Fira (stolica Santorini) i Czarna plaża. Ponieważ zostawaliśmy do następnego dnia, postanowiliśmy obejrzeć Czarną plażę, a Firę zwiedzić dokładnie kolejnego dnia. Już na pokładzie promu upinałam Joasi koka. Nie był tak efektowny jak jej ślubna fryzura, ale i tak dotrwał do wieczora, z czego byłam szalenie dumna.

W Oja, zrobiliśmy wśród tłumów (tak wiem, nie widać) znacznie przekraczających nasze założenia, sporo ujęć typowo pocztówkowych. Warto napomknąć o błyskawicznej zmianie ubrań w autokarze i „fanach” oklaskujących Państwa Młodych przed kościołem św. Mikołaja. Koniecznie muszę też wspomnieć o niesamowitej kulturze turystów, którzy nie dość, że nie przeszkadzali, ale też w kilku przypadkach przepuścili nas przed sobą do zdjęciowej „miejscówki”.

Czarna plaża rozczarowała. Ani ładna, ani atrakcyjna. Na kąpiel i przebranie się mieliśmy dosłownie 40 minut, co nie nastrajało pozytywnie. Zmęczeni dotarliśmy do hotelu, wypożyczywszy uprzednio samochód w porcie. Uroczy hotel u podnóży Fira oferował wygodny nocleg i piękny widok na miasto. Zwłaszcza wieczorem, co ponownie wykorzystaliśmy do zdjęć.

Środa

Rano wróciliśmy do Oja, gdzie zupełnie na spokojnie i bez tłumów zrobiliśmy sporo zdjęć. Trochę zdumieni, że o 11:00 nie ma jeszcze turystów z poprzedniego dnia i autokarów, marzyliśmy o ukryciu się gdzieś w cieniu. Ku naszemu zdumieniu, Grzegorz otrzymał SMS z informacją, że nasz prom nie przypłynie ze względu na sztorm. Fakt, wiało bardzo, chociaż my przyjmowaliśmy ten wiatr z ulgą. W innym przypadku upał byłby nie do wytrzymania. Zwłaszcza dla Asi i Grzegorza, ubranych w stroje ślubne. Szybko wróciliśmy do hotelu przedłużyć rezerwacje na pokoje i samochód. Wieczorem zaplanowaliśmy zachód słońca nad Kalderą przy kościele św. Eliasza z widokiem na Stary Port. Nie mogło obyć się bez przystanku w miejscowej knajpce i spróbowania lokalnych specjałów.

Czwartek

We czwartek Grzegorz otrzymał kolejnego SMSa z informacją, że „nasz” prom ponownie nie przypłynie, ale poradzono nam byśmy skorzystali z innych linii. Ta informacja trochę zepsuła nam humory. Cały dzień spędziliśmy w napięciu, czy będziemy mogli odpłynąć czy nie. Swoją drogą – uwięzieni na Santorini – jak to brzmi…

Czy zastanawialiście się, dlaczego TYLKO zabudowa Thiery charakteryzuje się błękitno białą kolorystyką? Ponieważ za czasów okupacji tureckiej, mieszkający na wyspie Grecy nie mogli manifestować swojej przynależności narodowej. Zaczęli malować swoje domy w barwach flagi – błękit i biel. I tak zostało. Błękitne dachy domów i kapliczek na Santorini, to chyba najbardziej rozpoznawalny widok na świecie.

Na „właściwą” wyspę, czyli Kretę dobiliśmy we czwartek wieczorem. Tracąc w ten sposób jeden z niewielu cennych dni naszego pracowitego urlopu.

Piątek

A już w piątek o 8:00 ruszaliśmy w nową trasę i nowym kierunku – plaża Vai na wschodzie Krety. Vai, zwana małymi Karaibami jest chyba najpiękniejszą plażą w Europie. Niskie i rozłożyste palmy, rosnące na plaży o złotym piasku, w połączeniu z turkusem wody i nieba sprawiły, że poczuliśmy się jak w raju. Joasia ponownie założyła swoją suknię ślubną, ale tym razem postawiliśmy na mniej formalne stylizacje. Wyszła piękna, słoneczna, karaibska i bardzo nietuzinkowa sesja nad morzem.

Efekty jednej i drugiej możecie obejrzeć w tym miejscu.

Wieczorny powrót zakończył się przystankiem w restauracji Dawida. Polak, który od kilkunastu lat ją prowadzi i mieszka w Grecji, przyjął nas tak serdecznie i gościnnie, że choćby z tego względu zamówiliśmy więcej niż mogliśmy zjeść. Pyszne chlebki z Tza tziki, pastą z oliwek, suszonymi pomidorami. Wspaniała dorada, szaszłyki jagnięce, zapiekane w sosie greckim ziemniaki i mini kalmary w panierce. Do tego zestaw surówek, a na koniec pyszne mini pączki z lodami i rakii. Uczta, której smak na podniebieniu będziemy mieć jeszcze długie miesiące.

To był ostatni dzień naszej pracy.

Sobota

Została nam sobota na urlop z prawdziwego zdarzenia, czyli leżenie nad basenem i korzystanie w pełni z All Inclusive… Co robi fotograf na urlopie? Szuka świateł, kolorów i obiektów do fotografowania. W ten sposób znaleźliśmy się w Hersonissos. Miejscowości oddalonej od naszego hotelu o 13km. Tam postanowiliśmy doczekać zmierzchu i pobawić się trochę światłami miasta i długą ekspozycją.

Niedziela

Do południa pożegnaliśmy naszego „przyjaciela” barmana Renosa kilkoma zdjęciami. Wspaniały, serdeczny i zawsze do dyspozycji gości. Niewiele czasu spędziliśmy na terenie St.Constantin, ale i tak nas pamiętał. Załapał się również na portret kocurek burasek zachęcony do podejścia pod obiektyw przez wyciągniętego na ziemi Andrzeja. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać sami nie mamy zbyt wielu zdjęć. Robimy je głównie po to, żeby wypróbować ustawienia aparatu i właściwy czas naświetlania. Są zdecydowanie różne od tego, co wykorzystujemy w Polsce.

Z ogromną przykrością żegnaliśmy piękną Kretę, jej gościnnych mieszkańców oraz przepiękne miejsca, które mogliśmy zobaczyć. Warto tam wrócić. Może za rok, a może kiedyś…

Lotnisko Chopina zaskoczyło przytrzymaniem nas w samolocie, w celu wypełnienia kolejnych oświadczeń zdrowotnych i innych dokumentów. W rezultacie opuściliśmy lotnisko dwie godziny po przylocie. W domu byliśmy dopiero po 23:00 zmęczeni, ale szczęśliwi i spełnieni fotograficznie.

P.S. Nasza Carmen ma focha. Takiego z prawdziwego zdarzenia. Musimy ją jakoś przeprosić. Możecie podrzucić jakieś sprawdzone pomysły?

 

 


zabawa na plaży, zabawa na sesji, radosne dzieci, najlepszy fotograf dziecięcy, fotografia rodzinna, fotograf Trójmiasto, Foto Baśnie, Gdańsk

Magda i jej cztery wierne kopie na plaży

Magda i jej cztery wierne kopie, czyli sesja rodzinna w niecodziennym wydaniu

Sesja fotograficzna dla Pani Fotograf - ustalenia

Z Magdą Uszok znamy się od trzech lat, od czasu foto warsztatów w Złodziejewie. Była u nas parę razy na plenerach fotograficznych. Nie mamy zbyt wielu okazji do spotkań, chociażby z uwagi na czwórkę wiernych mini kopii Magdy, czyli jej dzieciaczki. Z których ostatnie nosiła jeszcze pod sercem, gdy widziałyśmy się w maju ubiegłego roku.

I to Magda zapytała o sesję. Pomyślałam, o mamo – Madzia i jej czwórka aniołków. Szybko ustaliłyśmy termin, popołudnie w tygodniu, w trakcie ich krótkich wakacji nad morzem. Omówiłyśmy stylizacje, dodatki, zabawy dla dzieci. Z zaangażowaniem przeszukałam materiały dotyczące sesji z małymi dziećmi. Przygotowaliśmy sprzęt i wio na plażę. Bo właśnie na plaży Magda chciała sesję.

Dzieciaki

Magda ma czwórkę prześlicznych dzieci. Jedenastoletnią Amelię, 6-cio letniego Guta, 4-ro letnią Polę i 11-sto miesięcznego Bruna. Cała czwórka to kopie mamy. Chociaż fizycznie najbardziej Magdę przypomina Pola, ale z charakteru chyba najstarsza Amelia. Poważna, rozgadana i rezolutna nastolatka ze sporym instynktem opiekuńczym i poczuciem odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo. Natomiast słodka Pola, to żywiołowe maleństwo. Wprawdzie wpatrzona w siostrę jak w obraz, ale raczej ma własne zdanie we wszystkim co robi. Starszy brat, Gut hmm… Gdybym miała Gucia scharakteryzować jakimś zwierzakiem, to wybrałabym małpkę kapucynkę. Zadziorną, ciekawa świata, nieustraszoną, wszędobylską, szybką w ruchy, przemieszczającą się z miejsca na miejsce z prędkością światła.

Starsze towarzystwo było wystarczająco absorbujące i chociaż malutki Bruno ograniczony był wózkiem i ramionami mamy.

Sesja

Świetnie przygotowana sesja poszła w zapomnienie, a nam nie pozostało nic tylko improwizacja na całego. Dzieci dosłownie rozbiegały się we wszystkie strony i we wszystkich kierunkach. Poruszały się w płaszczyznach 3D. I najbardziej sprawdziła się zasada ornitofotografów – należy przewidzieć kierunek lotu mewy. Tu trzeba było przewidzieć kierunek biegu/skoku/poruszania się dzieci. Całej trójki. Zadziałało tylko jedno „Misja”, która sprawdza się zawsze. I to jedyne zdjęcie, na których Magda jest z całą czwórką dzieci.

To była najbardziej dynamiczna sesja tego sezonu i najbardziej spontaniczna. I chociaż marzyłam o pięknych portretach i wspaniałym zdjęciu rodzinnym Mamy z pociechami, mamy w rezultacie wielki komplet zdjęć skoków, biegów, zabawy i śmiechu.

Z drugiej strony ciągle podkreślam, że sesje dzieci powinny rejestrować ich naturalne gesty, miny, uśmiechy i zachowania. Prawdziwe, a nie wymuszone. Zatem skoro możemy to uzyskać pozwalając dzieciom na pełny luz i zabawę, to czyż nie warto? Magda wybrała 60 zdjęć z sesji…


sesja kobieca, sesja dla par, sesja rocznicowa, sesja w prezencie, sesja na prezent, foto baśnie, fotograf Trójmiasto, fotograf Gdańsk

Urodzinowo rocznicowa sesja Izabeli

Pomysł na sesję

Izabela, prywatnie jest Mamą i żoną, a służbowo Sołtysem miejscowości Glincz. Otrzymała naszą sesję w prezencie od przyjaciółek na 40-ste urodziny. Sesja obejmowała makijaż, zmianę stylizacji, portrety kobiece oraz zdjęcia rodzinne.

Termin był idealny, by potraktować część kadrów jako sesję partnerską, z okazji zbliżającej się 20-tej rocznicy ślubu Izy i Tomka.

Przygotowania

Izę malowała Jowita Majka i zrobiła to tak dobrze, że nasza Modelka do końca tej niezwykle upalnej niedzieli wyglądała pięknie i świeżo

Sesja w upale

Zdjęcia realizowaliśmy w ogrodzie Pani Izabeli. Pięknym, zadbanym i porośniętym starodrzewem. Na tle zróżnicowanej roślinności rodzina Izy i Tomka wyglądała bardzo ładnie. Chociaż wszyscy zgodnie przyznali, że największą gwiazdą sesji był pies Hause.


Chiński Asasyn i japoński demon - sesja z Sashą SATHO

Sasha, czyli Aleksandra

Sesję z Olą planowałyśmy jeszcze przed pandemią, która niestety zmieniła plany nas wszystkich, zwłaszcza podróżnicze. Udało się jednak zrealizować częściowy plan. Sasha - to rosyjskie zdrobnienie Aleksandry, dojechała do Gdańska w połowie lipca.

Z braku czasu nie grywamy w gry, nie oglądamy również telewizji. Anime i manga są nam dość odległe. Dlatego, gdy Sasha podesłała mi jpgi postaci, które zamierza pokazać trochę się przestraszyłam. Chiński asasyn i japoński demon na pewno nie wpisywały się w nasz krąg zainteresowań. Na szczęście uniwersum obu postaci było na tyle dostępne, że podjęliśmy się realizacji. Poza tym byłam niezmiernie ciekawa obu cospów przygotowywanych przez Sashę.

Kilka rozmów, screeny z gry i filmów, ostatnie ustalenia i Ola wraz z siostrą wylądowała w piątek w Trójmieście. Nocowały u koleżanki, skąd Cosplayerkę odebraliśmy o godz. 8:00. Sesja zaplanowana była do 14:00, jednak tłumy turystów sprawiły, że przeciągnęła się do 16:00.

Wyjątkowo niesprzyjająca aura (30 stopni w cieniu dla ubranej w kilka warstw Sashy) sprawiła, że wszyscy zakończyliśmy dzień zdjęciowy z ogromną ulgą.

Talon, Cień Ostrza  (Enduring Sword) z League of Legends

Talon, sierota przygarnięty przez rodzinę Du Couteau, wyszkolony na niepokonanego zabójcę. Nazywany jest nożem kryjącym się w ciemności. Zabija w grze na rozkaz imperium wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób plamią swój honor. Talon podróżuje od mroźnych krain Freljordu po serce Demacii by odnaleźć dobroczyńcę, który go przygarnął i dał mu dom. Odnalezienie Generała Du Couteau jest jego obsesją. Przemierza cały Valoran by odnaleźć jedynego człowieka, który kiedykolwiek go pokonał.

Tyle postać. I właśnie w Talona wcieliła się Sasha.

Jako, że Talon jest wojownikiem chińskim zaczęliśmy zdjęcia od ogrodu japońskiego w Ogrodzie Oliwskim, który był o 8:30 zupełnie pusty. Po zdjęciach w ogrodzie pojechaliśmy na plażę w Gdyni, gdzie realizowaliśmy pozostałe kadry Talona.

Mikazuki Munechika vs. Demon z cytadeli Touken Ranbu

Jeden z pięciu największych wojowników Japonii, urodzony w XI wieku. Wyszkolony do walki z demonami i nauczyciel wielu pokoleń wojowników, do momentu, gdy sam został opętany przez demona.

Zupełnie inny Cosplay, wymagający całkowitej zmiany charakteryzacji i stroju. Podczas gdy Sasha zmieniała się z Talona w Mikazuki my z niepokojem obserwowaliśmy manewry Polaków na parkingu przy plaży. A było na co popatrzyć. Upał i niemiłosierny ścisk potęgował mało precyzyjne manewry i nerwowe reakcje.

Po zmianie Cospa podeszłyśmy z Sashą w wysokie trawy imitujące bambus i przy asyście plażowiczów zrobiłyśmy ostatnie nadmorskie zdjęcia.

Ostatnie ujęcia realizowaliśmy w Parku Reagana w klombach róż i trawach, na szczęście nie skoszonych ze względu na suszę.

Modelka mimo nawadniania była wyczerpana. Kilka warstw kimona, peruki, makijaż i niemiłosierny upał zrobiły swoje i mimo najszczerszych chęci nie bylibyśmy w stanie zrobić nic więcej. Na szczęście udało się zrealizować cały plan sesji. My jesteśmy zachwyceni mogąc mieć Sashę w naszym porfolio.

A tu jeszcze niekłamane zadowolenie Modelki - zdjęcie prosto z aparatu


Morze, łąka i park - słoneczna i roześmiana sesja Moniki

Oczekiwania Klienta

Monika poprosiła o rozbudowaną sesję, w której będzie miała możliwość kilkukrotnej zmiany stylizacji z uwzględnieniem udziału konia. Była przekonana, że musi rezerwować u nas dwa dni. Po przeanalizowaniu jej oczekiwań i dokładnego planu sesji uznaliśmy, że jeden pełny dzień sesji w zupełności wystarczy. Z zastrzeżeniem, że powinna się nastawić na intensywny i bardzo wyczerpujący dzień. Monika entuzjastycznie wyraziła zgodę.

Początkowo miała być w Trójmieście już w sobotę. Praca zawodowa niestety zweryfikowała ten plan i odebraliśmy Monikę po zaledwie jej kilku godzinach snu w niedzielę rano. Wyglądała przepięknie, świeżo z nienagannym makijażem, i pięknie upiętymi włosami.

Monika

Jak opisać Monikę? Młodziutkie blond dziewczę o miodowych oczach. Studiująca na dwóch kierunkach prestiżowej uczelni w Warszawie, bizneswoman. Szczebiotka, otwarta, z sercem na dłoni, z drugiej strony twardo stąpająca po ziemi młoda kobieta, której nie straszna ciężka, wielogodzinna praca. Całą drogę słuchaliśmy opowieści snutych jakby od niechcenia. O krótkim, ale bardzo intensywnym i pracowitym życiu Moniki, jej relacji z Rodzicami, pracy, studiach prawniczych i biznesowych. Energią tej dziewczyny można napełnić wlew paliwowy odrzutowca i poleci…

Spotkanie z Fanni

Wyjątkowo przyjechaliśmy do Rzucewa dość szybko. Mieliśmy czas na spokojny dobór stylizacji, przebranie się Modelki i kilka kadrów w pięknie kwitnącym ogrodzie zamkowym.

Następnie Monika doświadczyła swojej pierwszej w życiu przygody z hippiką. I sądzę, że jazda konna nie stanie się jej życiową pasją. Łapanie mili sekund, gdzie zarówno Fanni jak i Monika wyglądają dobrze było naszym głównym zadaniem podczas pierwszej godziny zdjęć. Tu pragnę podziękować Stajni Zamek nad Morzem i właścicielom, a w szczególności pani Izabeli za pomoc w zorganizowaniu sesji i udostępnieniu pięknej Fanni, rasy Lipican.

Następnie przyszedł moment na kilka ujęć na brzegu morza, oczywiście po uprzedniej zmianie stylizacji.

Nadal w Rzucewie, zrealizowaliśmy jeszcze sielskie kadry oraz przepiękne, słoneczne zdjęcia wśród łanów zbóż.

Babie Lato

Ostatnie fotografie przed przerwą w planie zdjęciowym zostały zrealizowane na ścieżce pełnej letnich, wysokich traw.

W tych ujęciach Modelka wyglądała zachwycająco. Stres związany z okiełznaniem krnąbrnej klaczy minął zupełnie i Monika mogła być sobą. Czyli czarować swoimi wielkimi, bursztynowymi oczami i zniewalającym uśmiechem.

Po lekkim posiłku i chwili wytchnienia w chłodnych ścianach naszego mieszkania, nadszedł czas na część parkową sesji. Wybraliśmy tym razem park Oruński, z uwagi na piękny kuty most, zróżnicowaną przyrodę, piękne światło cienie i gołębie. Monia z sielskiej wieśniaczki przeistoczyła się w uwodzicielkę glamour i zdecydowanie była główną atrakcją spacerowiczów. Najpiękniej wyglądała w ognisto czerwonej sukni z szyfonu. Ale oceńcie sami, w której z siedmiu stylizacji, nasza Modelka prezentowała się najpiękniej?

Przypadkowi uczestnicy sesji

Nie mogło się obyć bez zwierząt. Koń był zaplanowany, piękny półtoraroczny bernardyn pojawił się zupełnie przypadkiem, a jego właścicielka pozwoliła na to ujęcie. Gołębie były w planie, ale bez uprzedzania Moniki. Wszystko wyszło naturalnie i dokładnie tak jak planowałam.

To była bardzo piękna i pozytywna sesja. Moniko, dziękujemy Ci za radosny i uśmiechnięty dzień w Twoim towarzystwie. Za Twoje opowieści, uśmiech i ładunek gigantycznej energii. I oczywiście – zapraszamy ponownie!

Mistrzowie drugiego planu

Nie mogłam się powstrzymać by nie wykonać tej fotografii z backstage. Andrzej i pani Izabela ze Stajni Zamek nad Morzem (Rzucewo)


sesja na rocznicę, sesja dla par, w średnim wieku, wschód słońca, sesja o wschodzie, Foto Baśnie, Gdańsk, Trójmiasto, fotograf ślubny

To już dwadzieścia wspólnych lat – Mariola i Sławek

Mariola napisała do nas pod koniec obostrzeń kwietniowego lock down. Zbliżała się właśnie 20-ta rocznica jej ślubu ze Sławkiem. Ponieważ zawsze związani byli z morzem, bardzo chcieli tą sesję zrealizować o wschodzie słońca na Babich Dołach. Najbliższy wolny termin mogliśmy podać na sierpień. I tak ustaliliśmy nasze fotograficzne spotkanie.

Punktualnie o 4:30, 1 sierpnia spotkaliśmy się z Mariolą i Sławkiem na klifie w Gdyni. Słońce jeszcze znajdowało się poniżej linii horyzontu, więc mieliśmy parę minut na „rozhuśtanie” naszych modeli w cieniach błękitnej godziny.

Słońce podnosiło się dość szybko, ale udało się nam uchwycić kilka pięknych kadrów z pomarańczowo złotą kulą rozświetlającą twarze naszych jubilatów.

W niedzielę Mariola napisała na naszym Facebooku „Dziękujemy za zaangażowanie oraz profesjonalne wykonanie pięknych zdjęć. Z pełnym zaufaniem polecam Państwa usługi!!!”. Nasza para otrzymała od nas jeszcze w sobotę ponad 200 zdjęć z tego dwugodzinnego spotkania. Wszystkie wstępnie wywołane i poddane podstawowej edycji w Light Room.

Pozwalamy naszym Modelom na wybór zdjęć, z całkiem prozaicznego powodu – każdy Model postrzega siebie zupełnie inaczej niż widzi to fotograf. Niezwykle rzadko wybór naszych Modeli pokrywa się z tymi kadrami, które nam się najbardziej podobają. Dlatego pozostawiamy komfort wyboru Waszych najlepszych zdjęć, Waszemu własnemu osądowi.

Sobotnie popołudnie spędziliśmy na Starym Mieście, ciesząc się z upału, który przytrzymała większość turystów i odwiedzających Gdańsk na plażach. Tym samym mogliśmy swobodnie obejść atrakcje Jarmarku Dominikańskiego i cieszyć oczy pięknie zagospodarowaną Wyspą Spichrzów.


sesja ślubna na zamku, sesja o zachodzie słońca, najlepszy fotograf ślubny Trójmiasto, Foto Basnie, Gdańska

Marta at Loic czyli baśniowy ślub w bajkowym zamku

Madame at Messieur Lecoustre bajeczny ślub francusko polski w baśniowym zamku Łagów

Martę i jej narzeczonego Loica gościliśmy zupełnie niedawno na sesji narzeczeńskiej. A w ostatni weekend mogliśmy uwiecznić Ceremonię Sakramentu Małżeństwa i przyjęcie weselne Pary. Ich Najważniejszy Dzień przypadał na 25.07.2020. Ceremonia zaślubin miała miejsce w kościele pod wezwaniem św. Jadwigi Śląskiej i św. Jakuba Apostoła w Lusowie w otoczeniu Rodziny, najbliższych, przyjaciół i znajomych. Przyjęcie weselne natomiast odbywało się w jednym z piękniejszych miejsc w Polsce – w Zamku w Łagowie. Zamek Joannitów położony jest na wyspie, połączonej z lądem wąską drogą z kamiennym mostem.

Gdzie

Do Poznania dojechaliśmy już w piątek wieczorem, by jeszcze za dnia obejrzeć kościół i porozmawiać z proboszczem. Pięknie odrestaurowana neogotycka świątynia, rozświetlona złotymi promieniami wieczornego słońca wyglądała przepięknie. Zarówno na zewnątrz jak i w środku. Kościół był już przepięknie przystrojony na sobotnie wydarzenie. Wyobraziłam sobie Parę Młodą przed ołtarzem…

Panna Młoda

Sobota przywitała nas piękną pogodą i wysoką temperaturą. U młodych szykujących się do uroczystości byliśmy już o 9:00 rano. Ja u Panny Młodej, Andrzej u pana Młodego. Marta zdecydowała się na proste fale, które figlarnie wysuwały się spod prostego welonu do ziemi. Postanowiła również malować się sama. Wbrew obawom wyszło ślicznie, delikatnie, bardzo naturalnie i dokładnie tak, jak życzyła sobie Panna Młoda. Tym razem nie było zestawu druhen pomagających w ubieraniu się i całego „zamieszania” związanego z szykowaniem się Panny Młodej. Marta jest niezwykle zorganizowaną młodą kobietą, która lubi mieć wszystko pod kontrolą, tak było i w tym przypadku. Towarzyszyła nam babcia, a później ciocia. Siostra Krysia, która rano miała obronę pracy licencjackiej dojechała przed samym wyjazdem do kościoła, tylko po to, by skoczyć jeszcze po odbiór kwiatów.

Pan Młody

W tym samym czasie Andrzej towarzyszył Loicowi, który ze stoickim spokojem szykował się w domu obok. Jak w przypadku Panny Młodej nie miałam do zrobienia zdjęć żadnych dodatków typu biżuteria, buty, ponieważ Marta ich nie miała, tak Andrzej mógł sobie pozwolić na kompozycję z dodatków Pana Młodego oraz piękne zbliżenia obrączek.

Wyjechaliśmy do kościoła przed wszystkimi, by zrobić zdjęcia przybywającym gościom, oczekującemu na Martę Loicowi oraz Pannie Młodej wprowadzanej do Kościoła przez Tatę.

Ceremonia

To była niezwykła, bo dwujęzyczna ceremonia. Zarówno kazanie jak i błogosławieństwo odbyło się w języku polskim i języku francuskim. Partie francuskie czytała Mama Pana Młodego, co było tym bardziej niecodzienne i wzruszające. Poza Sakramentem Małżeństwa i liturgią, niezwykle podnoszący na duchu był moment przekazania znaku pokoju. Ksiądz proboszcz pięknie mówił do młodych o rodzinie, o zawierzeniu Chrystusowi w każdym trudnym momencie życia, o wzajemnym wspieraniu się. Wspomniał również o pięknej książce „Troje do pary” arcybiskupa Fultona J. Sheena na temat miłości małżeńskiej, macierzyństwa, ojcostwa, miłości w rodzinie i Słowa Bożego w codziennym życiu rodziny. Pannę Młodą do ołtarza poprowadził Ojciec, który oddał ją pod opiekę przyszłego Męża. Po całej ceremonii świeżo poślubieni małżonkowie opuścili świątynię przed gośćmi.

     

Po zaślubinach rodzina i przyjaciele udali się na przyjęcie, które odbywało się w oddalonym o 120 km Łagowie.

Wesele

Sala w Zamku i dekoracje

Rozpoczęcie przyjęcia zaplanowane zostało na godzinę 16:00. My przyjechaliśmy godzinę wcześniej by móc w spokoju sfotografować magiczny dziedziniec Zamku w Łagowie, pełniący rolę Sali Weselnej. Ściany obrośnięte bluszczem sprawiały wrażenie, że znajdujemy się na łonie natury gdzieś na polanie. Eleganckie złoto białe stoły z zielonymi elementami oraz wspaniale dobrane kwiaty i dekoracje dopełniały całości.

Życzenia

Powoli zaczęli schodzić się zaproszeni goście – Rodzina i Przyjaciele. Każdy miał dokładnie zaplanowane miejsce przy jednym z ośmioosobowych stołów, włącznie z ekipą pracującą – czyli nami i DJ-em, Piotrem. Każdy mógł łatwo odnaleźć swoje miejsce na pięknie przygotowanej przez Martę tablicy Planu Gości.

Po „roboczym” przywitaniu, świeżo poślubieni państwo Lecoustre zaprosili wszystkich na lampkę szampana do parku poniżej zamku.

Tam odbyły się oficjalne podziękowania, gratulacje, życzenia, a Państwo Młodzi słuchali powinszowań wśród tęczowych blasków, odbijanych przez tysiące baniek mydlanych wydmuchiwanych przez gości.

Przyjęcie

Po oficjalnych życzeniach weselnicy wrócili do Głównej Sali, by wznieść jeszcze kilka toastów za Parę Młodą. Następnie wszyscy mogli zasiąść do przepysznego posiłku, podawanego przez elegancką i dyskretną obsługę. Szczerze, nie spotkałam się z tak wspaniałą obsługą kelnerską na żadnym z wesel. Mistrzostwo kultury, savoir vivre i elegancji obsługi. W czarnych uniformach, rękawiczkach, sprawdzali każdy talerz przed położeniem (od razu skojarzył mi się Gordon Ramsey i jego rygorystyczne kontrolowanie wydawanych potraw). Pięknie podane i przepyszne jedzenie zaspokoiło najbardziej wyrafinowane gusta i kubki smakowe.

Podczas gdy goście rozwiązywali dylemat – zrazy wołowe czy devolay, ziemniaczki, puree, kluseczki czy frytki, my już podziwialiśmy kompozycję słodkiego stołu. Ach, co to był za stół. Feeria kolorów, smaków i tekstur! Od mini słoiczków z musem owocowym pod kołderką z puszystej śmietanki, przez tace z owocami, ciastem i truflami, po patery wypełnione ciasteczkami, babeczkami, kremami i musami w fikuśnych naczynkach.

Państwo Młodzi obdarzali każdy stolik swoją uwagą i obecnością. Z ogromną przyjemnością obserwowaliśmy to z boku. Radość i szczęście w oczach Panny Młodej, dumę rozpierającą Pana Młodego, życzliwość i szacunek gości.

Zdążyliśmy porwać Martę i Loica na pół godzinki na 30 metrową basztę, idealnie by złapać na szczycie wieży ostatnie promienie zachodzącego słońca. Rozświetliły niezwykłą panoramę okolicy w tle i oczywiście Państwa Młodych.

Pierwszy Taniec

Po posiłku nadszedł czas na Pierwszy Taniec. Marta z Loicem zatańczyli do walca „Laisse Moi” Mike’a Branta. Piękny i spokojny walc w ich wykonaniu był elegancki i subtelny. Muszę koniecznie poświęcić dwa, trzy słowa Piotrowi Tomczykowi, DJ-owi, który przez całą noc bawił gości. Naprawdę bawił. Poza świetnym tłem muzycznym podczas posiłku, Piotr grał cały czas. I organizował zabawy. Goście bawili się wyśmienicie. Muzyka była ponadczasowa, bawili się i starsi i młodsi.

Tort i Oczepiny

Po 22:00 wjechał trzypiętrowy śnieżnobiały tort, ozdobiony jedynie bukiecikiem kwiatów. Po wygaśnięciu fontann zimnych ogni Państwo Młodzi przystąpili do krojenia.

I nadszedł czas Oczepin. Marta rzuciła najpierw bukietem, który złapała jej młodsza siostra Krysia, a następnie poleciał w tłum welon, który zdobyła Dobrochna, przyjaciółka Panny Młodej. Loic rzucał muchą, utrzymał wszystkich w znacznie większym napięciu, jak kot czyhający na mysz. Jego muszkę zdobył jeden z drużbów, francuski przyjaciel Pana Młodego.

W ramach ceremonii oczepin „nowi Państwo Młodzi” zatańczyli taniec, a potem wszyscy goście zostali zaproszeni do wspólnej zabawy. Do „najprostszych” należały tradycyjna Belgijka i korowód. Schody zaczęły się przy szpalerze z mostem, a potem przy naśladowaniu prowadzących.

Pożegnaliśmy wszystkich przed 01:00, by wrócić ponownie o poranku na wspólne śniadanie i zaplanowaną sesję poślubną.

Sesja

Po raz kolejny (szkoda, że ostatni) Zamek w Łagowie zaskoczył nas wspaniałym śniadaniem, podanym w najbardziej eleganckiej i pysznej formie. Wybór pomiędzy ciepłymi daniami, a zimną płytą nie należał do najłatwiejszych. Tego wyboru nie ułatwiał zestaw deserów na oddzielnym stole.

Po śniadaniu i pożegnaniu gości Państwo Młodzi oddali się w nasze ręce i obiektywy. Patrząc z dołu na okna w komnatach, wymarzyłam sobie zdjęcie Panny Młodej. I z tym zdjęciem w głowie wracałam do domu 460 km…

Pierwszą część sesji zrealizowaliśmy w pięknych, secesyjnych komnatach Zamku, by później przejść do ogrodu, nad jezioro i na koniec zrealizować kilka ujęć na tle potężnych murów, baszt i kamiennych schodów.

To był jeden z najpiękniejszych ślubów, które realizowaliśmy, stąd i być może, trochę przydługa fotorelacja i opisy. Ale chciałabym zapamiętać te przepiękne dwa dni z Martą i Loicem. To była ogromna przyjemność i zaszczyt móc uwiecznić ich ślub i wesele w tak niezwykłych miejscach.

Marto, Loic życzymy Wam samych pięknych i radosnych dni. By zakręty w Waszym młodym życiu szybko się prostowały, a tęcza wychodziła po każdym deszczu. Życzymy Wam tej miłości i zrozumienia, które macie dziś w sobie dla siebie. By towarzyszyły Wam długie, długie lata, a te obrączki z 1937r przypominały o trwałości więzów małżeńskich.

Wszystkiego dobrego Sylwia i Andrzej


Sesja inscenizowana pary - w gorących promieniach słońca

Miłość pod słońcem Toskanii

…chciałoby się rzec patrząc na kadry, które udało się zrealizować w ubiegłą niedzielę.

Ale od początku. Jakiś czas temu na Instagramie wyświetlił mi się profil młodziutkiego projektanta, Franciszka Drozdowskiego. Twórca ten działający w Zamościu zachwycił mnie dwoma stylizacjami. Zaproponowałam współpracę przy naszym kolejnym projekcie.

Po otrzymaniu przesyłki z sukniami ogarnął mnie zachwyt. Jak najlepiej pokazać te wspaniałe kreacje? Jedna z sukien nigdy nie była prezentowana, więc założyłam, że podstawą powinna być i piękna modelka i wspaniałe tło do niej. Jednak takie, które nie zdominuje modelki w i stylizacji, a jedynie uzupełni obraz. Piękna modelka zawsze najpiękniej wypada z modelem. A najlepiej z takim, w którym jest zakochana.

Plan sesji

Od początku wiedziałam, że słodka, rudowłosa Jowita w szmaragdowej sukni Franciszka będzie wyglądała zjawiskowo. Nie myliłam się. Już przymiarka mnie zachwyciła, ale Jowita w pełnym makijażu, ułożonych włosach i w sukni z krynoliną wyglądała naprawdę zjawiskowo.

Na tę sesję pożyczyłam kapelusz a la Scarlett od Pauliny, która również była naszą modelką. Przydał się ogromnie, ponieważ niedziela, na którą zaplanowaliśmy sesję zdjęciową, była jedną z najgorętszych w roku. Ani jednej chmurki na niebie, ani najdelikatniejszego powiewu wiatru. Żar z nieba dawał się we znaki wszystkim.

Zaczęliśmy dość wcześnie z uwagi na turystów. Sesję realizowaliśmy w centrum Gdańska na ulicy Długiej i Mariackiej.

Para z innej epoki

Pięknie wystylizowana modelka i jej partner wzbudzali zainteresowanie spacerujących.

Przystojny Marcin, prywatnie partner Jowity, wyglądał doskonale w koszuli od Krok Designer, która też już uczestniczyła w naszym planie zdjęciowym. Jedno zdjęcie z tej sesji, samo w sobie opowiada całą historię. Spojrzenia, ułożenie ciała, delikatna młodziutka dziewczyna i dandys z epoki, ech Harlequin na żywo!

Po części sesji między murami, przyszedł czas na mój szalony projekt „wojna światów”. Otóż jak tylko zobaczyłam na żywo popielatą suknię z milionem falban, pomyślałam o Stoczni Cesarskiej i galerii rzeźb na poindustrialnych terenach.

Bardzo chciałam pokazać niezwykły kontrast pomiędzy śliczną, delikatną dziewczyną, a gigantycznymi monstrum z metalu.

Tą część planu również udało się zrealizować. A tak świetnego efektu nawet ja się nie spodziewałam.

Zgrzani, prawie po udarach, zakończyliśmy pracę w samo południe.

Nie pamiętam tak gorącego zdjęciowo weekendu. Ale warto było.


sesja z rodzicami, sesja rodzinna, sesja nad morzem, sesja na plaży, wakacje nad morzem, foto baśnie, sylwia ragan, fotograf Gdańsk

Modele z Mülheim Ewa, Tom, Ella i Leonard

Wspaniały prezent dla wspaniałej Rodziny Ewy, Toma, Elli i Leo.

Od czasu do czasu mamy na sesjach osoby, które zostają sesją obdarowane. Zawsze wychodzę z założenia, że ktoś, kto dostaje sesję w prezencie jest na pewno fantastyczną osobą. Ma jednak również fantastycznych znajomych/przyjaciół/rodzinę. Tych, którzy taki prezent „kupują”. Świadomi, że kupują coś absolutnie bezcennego. To nie tylko zdjęcia i wspólna pamiątka. To w naszym przypadku naprawdę fajna, nieskrępowana zabawa, mega pozytywne emocje i bardzo fajny czas dla wszystkich na sesji.

Sesja w prezencie

Tym razem dla swoich krewnych z Niemiec sesję zamówiła rodzina z Polski.

Ewa i Tom razem z dziećmi, Ellą i Leonardem przyjechali tylko na kilka dni aż z Dusseldorfu. Cudowna, pozytywna i uśmiechnięta rodzina skradła nasze serca i obiektywy od pierwszego podania rąk i wymiany uśmiechów.

Przygotowania

Ewa wypełniła nasz formularz „Twoja wymarzona sesja”, w której sprecyzowała dokładnie, czego oczekują. Marzeniem całej czwórki były zdjęcia nadmorskie. A zatem w środku sezonu wakacyjnego pozostała nam do dyspozycji jedynie jedna plaża – Górki. I choć liczba samochodów na parkingu wzdłuż drogi dojazdowej mogła zniechęcić, wiedzieliśmy, że nad samą wodą znajdziemy na tyle wolnej przestrzeni, by sesja mogła odbyć się bez specjalnych zakłóceń.

Sesja

Pogoda była wymarzona. Błękitne niebo, błękitna woda, delikatna morska bryza, świeża zieleń liści i biało żółty piach. Karabaiby, cytując klasyka. Ewa prosiła o kilka pojedynczych portretów, ale poddała się również naszym zabawom integracyjnym, czego efektem były i kanapka, i naleśnik, i „pan fotograf”, a nawet „małpi gaj” w wykonaniu taty i syna. No i moja ulubiona „Misja” i bardzo emocjonalne opowieści rodzinne.

Dwie godziny biegania, skakania, leżenia po plaży, wodzie w pełnym popołudniowym słońcu zaowocowało kompletem fantastycznych, ciepłych, słonecznych i radosnych zdjęć, które na pewno będą naszym Modelom przypominać sympatyczne popołudnie spędzone nad Zatoką Gdańską.